Strona główna
Elektronika
Tutaj jesteś

Loudness – regulacja głośności w systemach audio

Loudness - regulacja głośności w systemach audio

Siedzisz wieczorem przy ulubionej płycie i myślisz, że raz gra za jasno, a raz za ciemno, chociaż nic nie zmieniasz w torze? Szukasz wyjaśnienia, dlaczego przy cichym słuchaniu ginie bas i góra, a przy głośnym pojawia się chaos i zmęczenie? W tym tekście znajdziesz uporządkowane informacje o tym, czym jest loudness, jak działa fizjologiczna regulacja głośności i jak świadomie z niej korzystać.

Czym jest loudness i fizjologiczna regulacja głośności?

Dawne wzmacniacze z przyciskiem Loudness albo potencjometrem z odczepem nie powstały z kaprysu konstruktorów. Wzięły się wprost z badań nad czułością słuchu ludzkiego, przede wszystkim wykresów znanych jako krzywe Fletchera-Munsona (i późniejszych ich aktualizacji ISO). Te krzywe pokazują, że ucho przy niskich poziomach ciśnienia akustycznego jest mało wrażliwe na skraje pasma, czyli bas i wysokie tony, a znacznie lepiej reaguje na średnicę.

W praktyce oznacza to prostą rzecz. Gdy słuchasz cicho, bas wydaje się chudy, wysokie tony stają się matowe, a średnica wychodzi na pierwszy plan. Gdy zgłaśniasz odsłuch, balans się wyrównuje, a czasem wręcz bas i góra zaczynają dominować. Fizjologiczna regulacja głośności ma skorygować właśnie tę cechę ludzkiego słuchu. Robi to przez automatyczne podbicie dołu i góry pasma przy niższych poziomach głośności i stopniowe wycofywanie tego podbicia wraz ze wzrostem poziomu.

Jak działa klasyczny loudness w analogowym wzmacniaczu?

W typowym wzmacniaczu z epoki złotej analogu potencjometr głośności 100k (A) miał specjalny odczep. Do tego odczepu dołączano sieć RC (rezystory i kondensatory), która tworzyła filtr kształtujący charakterystykę podbicia basu i sopranu. Działało to tak, że przy ustawieniu potencjometru na niską głośność większa część sygnału przechodziła przez tę sieć i wprowadzała korekcję. Im wyżej odkręcałeś gałkę, tym mniejszy był wpływ toru loudness i dźwięk zbliżał się do liniowego.

Elementy takie jak R4681, C4683, R4683, C4685 w układach Yamahy czy innych firm to właśnie fragmenty tej sieci. Zmieniając ich wartości, zmieniasz częstotliwości graniczne i wielkość podbicia. Większa pojemność kondensatora przesuwa działanie filtru w dół pasma. Większy rezystor zwykle zmniejsza głębokość korekcji, ale też modyfikuje punkt, w którym filtr zaczyna działać. To dlatego już niewielkie korekty tych elementów potrafią wyraźnie przeprofilować brzmienie średnicy i góry.

Dlaczego jedne słuchawki grają dobrze cicho, a inne dopiero głośno?

Przykłady takie jak Beyerdynamic DT770 i AKG K701 dobrze obrazują wpływ głośności na subiektywny odbiór tonalny. DT770 wiele osób opisuje jako model z mocnym basem i wyraźnymi wysokimi. U kogoś, kto lubi słuchać średnio głośno lub głośno, te słuchawki mogą wydawać się zbyt ofensywne. Ale ten sam model przy cichym odsłuchu zaczyna „wpasowywać się” w krzywe czułości słuchu i nagle brzmi znacznie bardziej wyrównanie.

AKG K701 z kolei wielu uważa za słuchawki, które grają poprawnie dopiero z silnym wzmacniaczem i przy wyższej głośności. Przy cichym słuchaniu na pierwszy plan wychodzi średnica, bas wydaje się skromny, a góra nieco schowana. Dopiero podniesienie poziomu powoduje, że krańce pasma robią się bardziej obecne, a całość tonalnie „siada”. Różne krzywe odpowiedzi częstotliwościowej tych modeli sprawiają, że każdy z nich najlepiej „spotyka się” z krzywymi słyszenia przy innym poziomie głośności.

Dlaczego odbieramy balans tonalny inaczej przy różnych głośnościach?

Wielu doświadczonych słuchaczy dochodzi do tego samego wniosku: różne opinie o „zbalansowaniu tonalnym” słuchawek czy kolumn często nie biorą się z repertuaru, lecz z różnego poziomu głośności, przy którym dana osoba zwykle słucha. Jedna osoba opisuje kolumny jako neutralne, bo korzysta z nich przy umiarkowanym poziomie. Druga, która preferuje głośniejsze granie w tym samym pokoju, odbiera ten sam zestaw jako męczący i zbyt jasny, bo przy większym SPL krzywe słyszenia zmieniają się, a bas i góra rosną względnie szybciej niż średnica.

Kolumny DIY zestrojone „pod siebie” – konkretny repertuar i typowe poziomy głośności – są tu dobrym przykładem. Przy docelowej głośności dół pasma wydaje się pełny i barwny, średnica płynnie ciągnie frazę, a góra jest jasna i czysta. Gdy ściszysz, bas znika i pojawia się wrażenie chudości. Gdy za bardzo zgłośnisz, bas i wysokie – wespół z akustyką pokoju – zaczynają dominować i psują wrażenie uporządkowania przekazu.

Czy pomiary głośników i słuchawek „rozwiązują” temat?

Systemy pomiarowe z szumem różowym, sinusami, analizą FFT czy programami typu REW są bardzo pomocne, lecz ich interpretacja wymaga zrozumienia, że wykres to jedno, a ucho przy różnych poziomach dźwięku to drugie. Delikatne różnice rzędu 1 dB mogą być odczuwalne, lecz sama sztywna linia „na płasko” nie gwarantuje dobrego odbioru przy każdej głośności.

Wiele osób – zwłaszcza muzyków z długim stażem, jak pianista grający od 25 lat – polega mocno na odsłuchu „na ucho”. Zestrojenie basu, średnicy i góry w taki sposób, aby przy zwyczajowym poziomie głośności instrumenty były barwne, a wokale naturalne, często daje lepszy efekt niż ślepe dążenie do idealnej krzywej. Mikrofon pomiarowy, choć precyzyjny, reaguje inaczej niż ludzki słuch i wrażliwość psychoakustyczna.

Jak głośność wpływa na ocenę sprzętu audio?

Powstaje proste, choć czasem niewygodne pytanie: czy recenzenci oceniają sprzęt przy porównywalnym poziomie głośności? W praktyce – nie. Jedna osoba uzna słuchawki za neutralne, bo dopasuje głośność tak, by bas i góra „uczciwie” zrównoważyły średnicę. Inna przy innej głośności napisze, że te same słuchawki mają za dużo środka i za mało dołu. Obie opinie będą szczere, a rozbieżność weźmie się wyłącznie z różnicy w SPL.

To samo dzieje się w przypadku kolumn. Zestaw, który w jednym pokoju i przy umiarkowanym poziomie brzmi równo, w innym pomieszczeniu i przy odkręceniu wzmacniacza „do połowy” zaczyna przygniatać basem. Wielu konstruktorów DIY stroi swoje projekty właśnie tak, by w typowych warunkach domowych i przy „lubionej” głośności uzyskać pożądany balans. Zmiana tego parametru – choćby o kilka decybeli – może radykalnie zmienić odbiór charakteru grania.

Jak działa fizjologiczna regulacja głośności w praktyce?

Fizjologiczna regulacja głośności może być realizowana zarówno w domenie analogowej, jak i cyfrowej. W pierwszym przypadku mówimy o układach z dodatkowymi elementami RC sprzęgniętymi z potencjometrem. W drugim – o inteligentnej korekcji EQ lub filtrach FIR, które zmieniają charakterystykę w zależności od aktualnie ustawionego poziomu.

Osoby korzystające z programów takich jak Foobar z 30-pasmowym EQ, T-RackS3 czy narzędzi generujących impulsy i filtry (np. Rephase) dobrze wiedzą, że można bardzo precyzyjnie kształtować pasmo, często na wąskich pasmach z Q rzędu 20. W połączeniu z pomiarami i odsłuchem umożliwia to tworzenie „własnej krzywej loudness” dostosowanej nie tylko do głośności, ale i do indywidualnych preferencji.

Zmiana wartości RC – co się dzieje z charakterystyką?

Kiedy chcesz lekko obniżyć środek i podnieść górę w istniejącym torze loudness, często pierwszą myślą jest ingerencja w wartości rezystorów i kondensatorów w filtrze. Zwiększenie C4683 przy stałym rezystorze spowoduje przesunięcie częstotliwości granicznej niżej, czyli filtr obejmie szerszy fragment pasma niskiego lub średniego. Zmniejszenie tej pojemności zawęzi zakres działania i podbije wyższe partie.

Z kolei manipulacja rezystorami R4681 oraz R4683 zmienia nie tylko kształt krzywej, ale też głębokość korekcji. Większa rezystancja w gałęzi filtru sprawi, że wpływ korekcji będzie łagodniejszy. Mniejsza – że bas lub góra zostaną mocniej wyróżnione. W układach Yamahy, gdzie „za dużo środka” przeszkadza części słuchaczy, często szuka się konfiguracji, w której środek jest delikatnie cofnięty, a przejście w stronę wysokich bardziej otwarte.

Cyfrowe loudness – EQ, FIR i korekcja impulsowa

Coraz częściej klasyczny przycisk Loudness zastępują rozwiązania cyfrowe. Użytkownik tworzy korekcję w EQ, przelicza ją na impuls i następnie nakłada na cały sygnał w odtwarzaczu lub procesorze DSP. Zaletą tej metody jest wysoka powtarzalność i możliwość dokładnego dostrojenia barwy na podstawie wielu odsłuchów i pomiarów.

Filtr FIR daje dodatkowo kontrolę nad fazą. Można na przykład poprawić zgranie pasma basowego z resztą zestawu, zmienić przebieg odpowiedzi impulsowej czy nawet wprowadzić drobne „wyprzedzenie czasowe” w określonym zakresie, choć odbywa się to zawsze kosztem opóźnienia całego sygnału. W samochodzie – gdzie często przydałoby się wyrównać czasowo pasmo od 20 Hz do 100 Hz – takie techniki dają sporą swobodę strojenia.

Loudness nie jest „podbijaczem basu”, lecz próbą dopasowania brzmienia do sposobu, w jaki działa ludzkie ucho przy różnych głośnościach.

Jak stroić loudness – pomiary, ucho i faza?

Wiele osób łączy dwa światy: precyzyjne pomiary (mikrofon, programy pomiarowe, FFT, sinusy, szum różowy) z odsłuchem „na ucho”. Taka kombinacja dobrze sprawdza się przy strojeniu fizjologicznej regulacji głośności, bo pozwala uchwycić zarówno obiektywny kształt charakterystyki, jak i subiektywną akceptowalność dźwięku przy różnych poziomach.

Sama regulacja amplitudy to jedno, ale bardzo duże znaczenie ma też faza sygnału. Zbyt długie czasowo filtry na basie potrafią „rozmyć” dynamikę, sprawić wrażenie, że uderzenia są mniej sprężyste. Rozmycie w zakresie wysokich tonów ma inny charakter – potrafi złagodzić ostrość, ale może też zabrać część mikrodetali. Dlatego strojenie filtru FIR pod loudness często polega na szukaniu kompromisu między liniową fazą a akceptowalnym opóźnieniem.

Jak stroić fazę filtra FIR dla głośników?

Gdy przesunięcie fazowe między samymi głośnikami jest małe, a główne zniekształcenia fazowe wnosi sam filtr FIR, pojawia się pytanie, jak dobrać jego parametry. Typowe podejście wykorzystuje sinus i mikrofon pomiarowy, zwykle w programie REW. Analizując odpowiedź impulsową oraz przebieg fazy, można ustalić, jak mocno filtr „skręca” sygnał w czasie w różnych częstotliwościach.

Da się jednak oprzeć także na odsłuchu. Jedną z metod jest generowanie krótkich impulsów lub prostokątów i obserwowanie, jak zmienia się subiektywny odbiór ataku i wygaszania dźwięku przy regulacji fazy. Słuchasz nie samej amplitudy, ale właśnie „zwarcia” transjentów, ich ostrości i wrażenia spójności między pasmem basowym a resztą. Dobrze zestrojony filtr FIR nie powinien powodować wrażenia „odklejenia” dołu od średnicy, zwłaszcza przy nagraniach z mocnym rytmem perkusji.

W strojenie loudness można wpleść także kilka prostych kroków odsłuchowych, korzystając nie tylko z muzyki, lecz także z syntetycznych sygnałów testowych:

  • krótkie impulsy lub prostokąty do oceny ataku i kontroli basu,
  • szum różowy do oceny ogólnego balansu tonalnego przy różnych poziomach,
  • ciągłe sinusy w wybranych częstotliwościach do wychwycenia rezonansów i dołków,
  • zestaw powtarzalnych fragmentów muzycznych (np. ten sam takt fortepianu i werbla) do porównań A/B przy zmianach filtrów.

Czy da się stroić fazę i loudness wyłącznie „na ucho”?

Dla muzyka przyzwyczajonego do pracy z instrumentem – na przykład pianisty z wieloletnią praktyką – słuch jest bardzo precyzyjnym narzędziem. W wielu przypadkach to właśnie strojenie „na tony” daje lepszy efekt niż ślepe trzymanie się wykresu. Bas staje się barwniejszy, średnica ciągnie frazę naturalnie, a wysokie tony są jasne, ale nieokaleczone.

Zestrojenie fazy „na ucho” zwykle opiera się na ocenie trzech rzeczy: czy bas jest punktowy i nie wlecze się za resztą pasma, czy wokale siedzą stabilnie w scenie, oraz czy wysokie tony nie są oderwane i „cykające” obok głównego obrazu muzycznego. Małe obroty fazy w filtrach FIR potrafią te elementy poprawić lub zepsuć, nawet gdy amplitudowo wykres wygląda identycznie.

Dobry loudness sprawia, że przy Twojej typowej głośności muzyka zachowuje barwę i równowagę, zamiast wymagać nieustannego sięgania do gałki.

Jakie rozwiązania loudness warto rozważyć w nowoczesnym torze audio?

W świecie audiofilskim klasyczne „kontury” i konstrukcje z odczepami w potencjometrach pojawiają się rzadziej niż w dawnych amplitunerach. Ciężar regulacji barwy przenosi się do świata cyfrowego, a analogowy tor ma pozostać możliwie prosty. Mimo to idea fizjologicznej regulacji głośności nie zniknęła. Zmieniła tylko formę.

Dostępne są liczne scalone układy regulacji głośności z wbudowanymi krzywymi loudness, procesory DSP w amplitunerach kina domowego, a także oprogramowanie komputerowe. Dla osób strojących tor samodzielnie często lepszą drogą jest własnoręcznie przygotowana korekcja w stylu „loudness” – na przykład w postaci impulsu generowanego w programie Rephase i załadowanego do odtwarzacza obsługującego filtry FIR.

Jeśli chcesz poszukać rozwiązania dla siebie, możesz podejść do sprawy w kilku krokach:

  1. Ustal, przy jakiej głośności zwykle słuchasz – chodzi o realny poziom w pokoju, nie o pozycję gałki.
  2. Przygotuj prostą korekcję EQ w stylu loudness – lekkie podbicie basu i góry przy tym poziomie odsłuchu.
  3. Zweryfikuj pomiarami, czy nie pojawiają się ekstremalne przegięcia w paśmie i czy filtr nie przeciąża żadnej części toru.
  4. Przelicz tę korekcję na impuls w narzędziu takim jak Rephase i wprowadź do swojego odtwarzacza lub procesora FIR.

Osobne pytanie dotyczy tego, jak uchronić się przed degradacją dźwięku. W świecie analogowym chodzi o jak najkrótszą ścieżkę sygnału, precyzyjne elementy RC, niskie szumy i rozsądny dobór zakresu korekcji. W domenie cyfrowej – o filtrację w możliwie wysokiej rozdzielczości, bez niepotrzebnych konwersji i przesterowań, z kontrolą opóźnienia wprowadzanych przez filtry FIR. Dobrze przygotowana regulacja loudness – czy to w formie pasywnego filtru RC, czy cyfrowego EQ – staje się wtedy narzędziem, które pomaga, a nie psuje muzykę.

Redakcja ads.org.pl

Nasza redakcja z pasją podchodzi do świata RTV, AGD, multimediów oraz Internetu. Chcemy dzielić się naszą wiedzą, pokazując, że nowoczesne technologie mogą być proste i zrozumiałe dla każdego. Razem odkrywamy i wyjaśniamy najnowsze trendy!

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?